Twoja uwaga to jedna z niewielu rzeczy, których nie da się w przyszłości odzyskać. Pieniądze można ponownie zarobić, reputację odbudować, nawet niektóre błędy naprawić. Ale z uwagą jest inaczej. Oddajemy ją codziennie, po kawałku, często nawet nie zastanawiając się komu i po co.
Rano sięgam po telefon, żeby sprawdzić godzinę. Kwadrans później wiem już, co jakiś nieznajomy sądzi o podatkach, kto kogo obraził w internecie i dlaczego dwóch facetów, o których istnieniu jeszcze przed chwilą nie miałem pojęcia, skoczyło sobie do gardeł. Układam w głowie odpowiedzi, szukam argumentów, wściekam się na ludzi, których nigdy nie spotkam i którzy nie mają najmniejszego pojęcia o moim istnieniu. A przecież nikt mnie do tego nie zmuszał. Sam tam zajrzałem, sam zostałem i sam pozwoliłem, żeby cudza awantura stała się na chwilę częścią mojego życia.
Najdziwniejsze jest to, że często nie potrafię nawet powiedzieć, czemu właściwie poświęciłem temu tyle uwagi. Nie pamiętam nazwisk, nie pamiętam powodów kłótni, nie pamiętam, czym to wszystko się skończyło. Zostaje tylko jakieś rozdrażnienie, którego źródła nie umiem już wskazać. I zaczynam się zastanawiać, ile z naszych codziennych emocji naprawdę należy do nas, a ile przynosimy ze sobą z internetu, telewizji czy cudzych sporów.
Wierzymy, że o tym, kim jesteśmy, decydują nasze przekonania, wartości i życiowe wybory. Tyle że znaczenie ma również to, czemu codziennie poświęcamy naszą uwagę. Czym karmimy własną ciekawość, co nas zajmuje, co wywołuje złość, a co potrafi jeszcze zwyczajnie ucieszyć. Bo jeśli każdego dnia przez godzinę przyglądamy się ludziom, którzy się nienawidzą, trudno oczekiwać, że pozostanie to bez wpływu na nasz sposób myślenia o świecie. Nawet jeśli jesteśmy przekonani, że tylko obserwujemy.
Chociaż zacząłem to w sobie zauważać i analizować, nie zamierzam z tego powodu wyrzucać telefonu ani wyprowadzać się do lasu. Znam siebie na tyle dobrze, że wiem, że po trzech dniach szukałbym zasięgu między drzewami. Coraz częściej jednak próbuję zadać sobie jedno proste pytanie: czy to, czym właśnie zajmuję głowę, naprawdę jest warte mojego czasu? Czy muszę znać opinię każdego człowieka, uczestniczyć w każdej awanturze, mieć zdanie na każdy temat? Przecież nie wszystko, co domaga się mojej uwagi, rzeczywiście na nią zasługuje.
I chyba właśnie o to chodzi. Nie o to, żeby przestać interesować się światem, lecz żeby samemu decydować, które jego sprawy wpuszczamy do własnego życia. Bo nie mamy wpływu na wszystko, co dzieje się wokół nas. Ale wciąż możemy wybierać, czemu poświęcamy swoją uwagę. I czy naprawdę warto.
A skoro już tyle mówimy o uwadze, to właśnie poświęcasz mi kilka minut swojej. Można było w tym czasie robić coś zupełnie innego, ale jesteś tutaj, słuchasz moich przemyśleń. I za to ci dziękuję. Naprawdę. Bo wiem, że uwaga jest czymś, czego nie da się nikomu zwrócić. Mam więc nadzieję, że nie zmarnowałem twojej. Ale czy te kilka minut było stratą czasu, czy dobrą inwestycją? No cóż… Na to pytanie możesz odpowiedzieć tylko ty.
Jeśli te słowa dały Ci do myślenia – ofiaruj Petelowi łyk energii niezbędnej do opisywania świata.


Be First to Comment