Skip to content

Szuflada

Zdarza mi się czasami wieczór, w którym sięgam do pamięci jak do szuflady, ale zazwyczaj znajduje w niej jedynie paragony. Dowody, że coś było, ale nie to, czym było. To efekt dni zjadanych dawno temu w biegu, ludzi połykanych bez przeżucia, całe lata, po których został tylko posmak pośpiechu.

Wtedy stawiam pytanie: dlaczego? Ktoś powinien był mi przecież powiedzieć: zatrzymaj się, to ważne, kiedyś będziesz tego szukał. Ale kto miałby to powiedzieć? Każdy żył wszak tak samo, z głową wysuniętą o pół kroku przed siebie. A gdyby nawet powiedział, czy bym to usłyszał? Chyba jednak takiej wiedzy nie przekazuje się słowami. Przychodzi ona dopiero z uświadomieniem sobie straty. To jest taki moment, w którym wreszcie udaje się dorobić klucz do zamka, ale okazuje się że zapomnieliśmy do którego.

Winić siebie? Tamten ja nie wiedział. Sądzić go dzisiejszą miarą to tak jak karać dziecko za to, że jeszcze nie myśli o śmierci.

Sądzę, że ten mój żal to jest uważność, która przyszła za późno. Okrutna, ale prawdziwa. Dopiero teraz czuję, ile ważyło to, co przeszło bez śladu.

I teraz rzecz najtrudniejsza: świadomość, że ta chwila też mija. Ten wieczór, ta szuflada, to bolesne smakowanie braku. Za parę lat to „teraz” może okazać się wspomnieniem, które coś znaczy, które jest ważne. Albo odwrotnie – kolejnym paragonem. Ale tego nikt mi dziś nie powie.

Pozostaje szeptać do siebie: patrz i zapamiętuj, póki jeszcze ci to dane. To są te ciary, które może kiedyś poczujesz, gdy otworzysz szufladę.

Jeśli te słowa dały Ci do myślenia – ofiaruj Petelowi łyk energii niezbędnej do opisywania świata.

 

Dokarm autora kofeiną

Published inesej

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *