Skip to content

Po co?

Zwierzę, kiedy jest głodne, po prostu je. Nie zastanawia się, czy to ma sens. Kładzie się spać, gdy robi się ciemno, i nie pyta, dlaczego noc przychodzi po dniu. Jest w tym coś prostego, czego trochę mu zazdroszczę, choć odruchowo się temu sprzeciwiam.

Człowiek ma inaczej. Zatrzymuje się tam, gdzie nie trzeba się zatrzymywać. Patrzy na prostą rzecz i zaraz ją analizuje. Idzie przed siebie, ale w pół kroku pojawia się wątpliwość: czy to na pewno w tę stronę. Nawet tego, co najprostsze — czyjejś dłoni, łyku wody, poranku za oknem — nie pozostawia w spokoju. Zamiast radości przeżywania chwili pojawia się myśl. A za nią następna i następna…
Nie nazywałbym tego mądrością. To raczej przyzwyczajenie, które bierze górę nad ulotnością chwili. Bo zanim coś się wydarzy naprawdę, już jest oglądane z boku, sprawdzane, podawane w wątpliwość. Pod czaszką pulsuje pytanie. „Po co?”
Czasem myślę, że dużo lżej i łatwiej byłoby przestać pytać. Przestać czynić z „po co?” rytuału. Jeść, spać, być z kimś — bez tej drażniacej wątpliwości w środku. Wątpliwości, której nie daje się zagłuszyć. Ale jednocześnie wiem, że to właśnie ta wątpliwość mnie napędza. Nie umiem i nie chcę jej się pozbyć, bo gdy na chwilę milknie, robi się zbyt gładko, jakby czegoś brakowało.
Może więc, gdy pojawi się to nasze wieczne „po co?”, nie trzeba na siłę znajdować odpowiedzi. Może wystarczy zaprzyjaźnić się z tym pytaniem? Nie analizować. Nie rozkładać na czynniki pierwsze. Nauczyć się z nim żyć, tak jak żyje się z blizną, która czasem ciągnąc, przypomina nam, że ciało jeszcze czuje, reaguje.
Po co? Ano właśnie…

Jeśli te słowa dały Ci do myślenia – ufunduj łyk energii niezbędnej do opisywania świata.


Dokarm autora kofeiną

Published inesej

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *