Skip to content

Świętość czy przyzwyczajenie?

Zostaje gest. Ręka, która okrywa kołdrą, pomimo iż w sypialni jest wystarczająco ciepło. Kubek z kawą stawiany od trzydziestu lat na tym niskim stoliku przy kanapie. Ciało pamięta dłużej niż serce — nawyk zostaje w mięśniach jak ślad po obrączce, którą zgubiłem dawno temu, ale palec wciąż jej szuka.

Świętość czy przyzwyczajenie? Pytanie niczym wyrok, tylko że jest chyba jednak źle postawione. A co jeśli to jedno i to samo, tylko inaczej nazwane. Świętość nie spada z nieba — ono osiada warstwa po warstwie Rośnie z tysiąca wypitych razem herbat: z życzeń dobrej nocy, z podanej soli, z pamięci, że ona nie znosi krzyku.
Kiedy powoli gaśnie namiętność, znika złudzenie, że to my wybieramy tę miłość, a nie ona nas. Kiedy umiera gniew, tracimy ostatni dowód, że ktoś jeszcze potrafi nas zranić. A kiedy znika nadzieja, najbardziej wyrachowana z emocji, dopiero wtedy widać, co zostało, choć dla nas nic z tego nie wynika.
Czułość, która niczego nie chce, niczego nie żąda, nie liczy na jutro, może być tylko przyzwyczajeniem, które przetrwało uczucie. Albo też jedyną miłością, jaka nie oszukuje, bo nie ma już nic do zyskania. Nie umiem tego rozstrzygnąć. Podejrzewam, że nikt nie umie, dopóki żyje.
Wiem tylko tyle: kiedy podaję ten kubek z kawą, ręka nie zawaha się ani chwili. A rzeczy naprawdę święte poznaje się po tym, że nie pytają o powód.

Jeśli te słowa dały Ci do myślenia – ofiaruj Petelowi łyk energii niezbędnej do opisywania świata.

Dokarm autora kofeiną

Published inesej

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *