Skip to content

Wypić życie do dna

Przez całe życie nosimy w sobie cichą umowę z przyszłością: że kiedyś, na końcu, ktoś nam wszystko wytłumaczy. Że cierpienie okaże się próbą, miłość — przeznaczeniem, śmierć — przejściem, a dzieciństwo wyzna wreszcie, dlaczego do dziś nas trzyma za gardło.

Żyjemy tak, jakby istniała ostatnia strona, gdzie zbiegną się wszystkie wątki, a sens, dotąd rozproszony, eksploduje olśnieniem.
Ta wiara jest naszą najgłębszą pociechą i jednocześnie naszym najcichszym kłamstwem. Bo zwlekamy z życiem, odkładając je na po wyjaśnieniu. Czekamy, aż świat się usprawiedliwi, zanim pozwolimy sobie w nim żyć pełnią życia.

A potem nagle przychodzi zwykły wieczór. Nie sąd ostateczny, nie objawienie — wieczór. Słońce topi się w jeziorze tak samo jak wczoraj, okolica milczy, a niebo nie otwiera ust. Nic się nie domyka. Pytania zostają tam, gdzie były, tyle że my czujemy się już nimi zmęczeni.
I wtedy dostrzegamy kubek z kawą, która stygnie. Czerwony, z jakimś bezsensownym napisem, prawdziwy. Nie jest odpowiedzią — po prostu jest.

I może w tym kryje się przesłanie, jakie nam dano: że sens nie zstępuje z góry jak wyrok, lecz mieszka w rzeczach przemijających, w cieple, które ulatuje, bo zwlekamy. I że nigdy nie zrozumiemy życia — możemy je co najwyżej wypić, zanim ostygnie.

Jeśli te słowa dały Ci do myślenia – ufunduj łyk energii niezbędnej do opisywania świata.


Dokarm autora kofeiną

Published inesej

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *