Zdrada nie zaczyna się od dotyku cudzej skóry. Zaczyna się wcześniej — od chwili, gdy przestajesz opowiadać komuś, jak minął ci dzień.
Zdradzamy najpierw wzrokiem. Potem uwagą. Potem tym szczególnym napięciem głosu, które kiedyś było zarezerwowane dla jednej osoby, a teraz wędruje. Ciało zdradza ostatnie, bo ciało jest powolne i tchórzliwe. Dusza zdradza szybciej — wystarczy, że zacznie porównywać.
Najdotkliwiej zdradza ten, kto mimo zdrady zostaje. Bo odejście jest przynajmniej czytelne. Kto zostaje i milczy, ten kradnie drugiemu czas — najcenniejsze, co człowiek ma, bo jedyne, czego nie odzyska. Zostaje i pozwala wierzyć. Robi z wierności drugiego człowieka materiał własnego komfortu.
Może dlatego zdrada boli bardziej niż utrata. Utrata jest zdarzeniem. Zdrada jest interpretacją — zmusza do przeczytania przeszłości od nowa, każdego gestu, każdego wieczoru. To, co było domem, okazuje się dekoracją. Nie tracisz człowieka. Tracisz wersję świata, w której żyłaś.


Be First to Comment